Perspektywa Sofii
W końcu nadeszła niedziela.
Dzień wernisażu.
Czy się denerwowałam? Absolutnie.
Wyskoczyłam z łóżka i pospiesznie chwyciłam telefon. Było kilka minut po siódmej rano, co dawało mi ponad pięć godzin do rozpoczęcia wystawy.
Łóżko było puste, jak się spodziewałam, chociaż byłam pewna, że Luca nie wyszedł z domu.
W większość niedziel nigdzie nie wychodził i zanim wszystko nagle się mi






