**EMILY**
– N-nie możesz? – jąkam się, a moja brawura sprzed paru chwil umiera szybką śmiercią. Rozbijając się i płonąc jak Evel Knievel, i ogarniając moją skórę płomieniem wstydu.
*Pomyśleć... przez chwilę naprawdę czułam się seksownie. Jaka ze mnie kompletna idiotka. Powinnam była wiedzieć... wiedziałam.*
Opuszczam głowę i próbuję przepchnąć się obok Kody, potrzebując bycia sam na sam, gdzie mo






