**LOGAN**
– Oż cholera – gdera Timmons, odsuwając się od mojego stołu w jadalni, gdy nieludzki warkot rezonuje w mojej klatce piersiowej, a kręgosłup zaczyna płonąć. – Po prostu *musiałeś* wziąć i zepsuć całą zabawę, prawda, Harlon? *Cholera*, stary. Na wszystko jest czas i miejsce, a *teraz...* – strofuje go Timmons, kręcąc głową – ...to *zdecydowanie* nie jest moment na gadanie takich *gówien*!






