**JIPSEE**
Zaledwie wjeżdżamy na parking, a z bocznych drzwi, jakieś dwieście stóp dalej, wychodzi dumnym krokiem Harlon, a ja na jego widok dosłownie muszę zbierać szczękę z podłogi.
*Jest ogromny.*
*Musiał przybrać ze sto funtów, odkąd widziałam go po raz ostatni.*
*A każda pojedyncza uncja wygląda na litą skałę.*
– Łał – rzuca Sandy po mojej lewej. – Czy to ten *sam* Harlon, który wpadł cię kie






