**BLADE**
Wciągając się na brzeg, na skały na skraju doków, uśmiecham się do siebie, zauważając, że jestem niemal całkowicie spowity mgłą wczesnego popołudnia i absolutnie nikogo nie ma w zasięgu wzroku. Choć *słyszę* ludzi włóczących się tuż po drugiej stronie mojej naturalnie skonstruowanej przebieralni, wiem, że żaden z nich nie jest na tyle żądny przygód, by wyskoczyć za wzniesienie i szpiegow






