ZIA
Maximus wyszedł, nie przysparzając mi więcej kłopotów. Zostawił jednak za sobą mnóstwo pytań i gróźb.
Nie chciałam nawet o tym myśleć, bo teraz sala była pusta. Przyjęcie dobiegło końca. A w Domu Watahy zapadła cisza.
Zostało nas pięcioro: ja i rodzina Chestera. Moi bracia stali w kącie, plecami przyciśnięci do ścian, podczas gdy Luna Chestera stała blisko bramy, obserwując wychodzących ostatn






