ZIA
Był już do tego przyzwyczajony. Sprawiał mi cierpienie. A w chwili, gdy byłam na skraju załamania, całkowitego zatracenia siebie, pojawiał się i prosił, żebym nie płakała.
To było okrutne.
Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Za mną on również wciągnął gwałtownie powietrze.
To, o co błagałam, wyleciało mi z głowy. W tamtym momencie chciałam po prostu milczeć, wdychać zapach piżma i drzewa,






