ZIA
Po raz drugi tej nocy jego dłonie odpadły ode mnie. Tym razem nie było to tymczasowe.
Głęboko w trzewiach wiedziałam, że tej nocy już mnie nie dotknie. Zawierało się w tym również przekonanie, że też mnie nie skrzywdzi.
Po prostu stał tam, wpatrując się we mnie, podczas gdy ja odwzajemniałam spojrzenie, chcąc nie ustępować pola, mając nadzieję, że to przekona go do zmiany zdania.
Z każdą mijaj






