Justin zszedł po schodach długimi, pospiesznymi krokami. Każdy kolejny wydawał się bardziej naglący od poprzedniego. Za nim podążał Ian, biegnąc, by dotrzymać mu kroku.
Gdy weszli do salonu, Justin dostrzegł Granta siedzącego samotnie na wózku inwalidzkim, z wyprostowaną i opanowaną postawą. Ich spojrzenia się skrzyżowały, a napięcie iskrzyło jak wyciągnięte ostrze.
– Wychodzisz tak późno, Justin?






