Ochroniarze i pracownicy stali jak wryci, oszołomieni zuchwałością kogoś, kto ośmielił się wparować do gabinetu Nelsona, biorąc pod uwagę jego stanowisko w banku.
Christina poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy, zastanawiając się, dlaczego Andrew zaognia sytuację, skoro tak bardzo przewyższają ich liczebnością.
– Na co czekacie, idioci? Brać ich! – wrzasnął Nelson z podłogi, kipiąc ze wściekłości






