Gdy zapadła noc, Hank przemierzał ulice i zaułki małego miasteczka powiatowego.
Była głęboka zima i panował przenikliwy chłód, ale on miał na sobie jedynie długi płaszcz i zdawał się w ogóle tym nie przejmować.
Mistrzowie sztuk walki wysokiego poziomu nie bali się już zimna.
Z rogu ulicy podszedł drobny bandzior z uniżonym uśmiechem. "Panie Armstrong, pan tu jest!"
Hank warknął: "Odejdź ode mnie i






