Maximus prowadził w głąb lasu, kierując się ku rzece. Znał to miejsce jak własną kieszeń, więc nie sprawiało mu trudności odnalezienie drogi, nawet gdy niebo pociemniało, a z góry lały się strugi deszczu.
Czekał cierpliwie na Ranię, która wciąż próbowała przyzwyczaić się do swojej nowej formy. Jej ruchy były początkowo nieco ociężałe, ale z czasem poczuła się pewniej i była w stanie dotrzymać krok






