languageJęzyk

SŁUGA W STODOLE

Autor: Aeliana Moreau 5 lut 2026

– Co ty sobie, do cholery, myślisz?!

Siarczysty policzek wylądował na twarzy Ranii. Zwinęła się w kłębek na zimnej podłodze lochu. Nie wydała z siebie dźwięku; leżała i przyjmowała bicie, tak jak zawsze.

– Sprowadzasz kłopoty na tę watahę!

Beta Alaric uniósł stopę, gotów kopnąć córkę, gdy zauważył, że się nie rusza. Zmarszczywszy brwi, przykucnął i odgarnął włosy z jej twarzy.

Wciąż żyła, oddychała, ale jej oczy były martwe. Wpatrywała się w dal, jakby nie czuła już bólu. Ten widok sprawił, że bruzda na czole bety się pogłębiła.

– Słyszysz mnie?! – wrzasnął na nią Alaric, ale nawet nie drgnęła. – Rania!

Ktoś wszedł do lochu i zbliżył się do bety. – Mój ojciec wezwał cię do swojego gabinetu – powiedział Caden, zerkając na Ranię, która leżała bez ruchu na podłodze.

Alaric westchnął głęboko, po czym wstał, zostawiając wilgotny loch i swoją córkę, podczas gdy Caden został.

Gdy zostali sami, Caden przykucnął. Chwycił Ranię za podbródek i spojrzał głęboko w jej oczy. – Mówiłem ci, że zniszczę ci życie. Jak śmiesz uciekać przed karą?

Jej tępe spojrzenie przesunęło się, gdy zobaczyła Cadena. Jej spierzchnięte wargi poruszyły się, a z gardła wydobył się chrapliwy głos: – Nie wiem, gdzie jest moja siostra. Już ci mówiłam.

– Kłamczucha! – Caden uderzył ją w twarz tak mocno, że Rania pomyślała, iż skręcił jej kark.

Claire była dziewczyną Cadena. Była też przyrodnią siostrą Ranii. Była pięć lat starsza od Ranii i trzy lata starsza od Killiana.

Związek Cadena i Claire miał zostać zawarty rok temu, ale dzień przed ceremonią Claire znalazła swojego przeznaczonego i uciekła z nim, zostawiając Cadena ze złamanym sercem. Przekuł on ból w przemoc i potrzebował kogoś, kogo mógłby obwiniać.

Rania była łatwym celem, ponieważ była czarną owcą w watahy, a także dlatego, że była pierwszą osobą, która odkryła ucieczkę Claire.

Z tego powodu w chorym umyśle Cadena zrodziło się przekonanie, że Rania musiała pomóc Claire w ucieczce. Od tamtej pory zaczęło się znęcanie.

Nikt nie odważył się sprzeciwić synowi alfy, a Killian aż nazbyt chętnie pomagał Cadenowi niszczyć swoją przyrodnią siostrę, gdyż dręczył Ranię, odkąd tylko beta Alaric związał się z jego matką.

– Gdzie ona jest? – Caden chwycił Ranię za przód koszuli, rozdzierając ją przy tym. Zbliżył twarz do jej twarzy. – Zamierzałaś uciec, żeby się z nią spotkać, prawda?

– Nie obchodzi mnie ona, uciekam przed twoim znęcaniem się. To jest piekło. – Rania poczuła metaliczny smak krwi na języku. Nie mogła się uleczyć, ponieważ nie otrzymała jeszcze swojego wilka.

Zdolność leczenia u zmiennokształtnych zaczynała się, gdy budził się w nich wilk, choć niektórzy zyskiwali ją wcześniej. Niestety, nie dotyczyło to Ranii. Dlatego musiała cierpieć ból, jaki zadawali jej Alaric, Caden i Killian.

– Och, Rania. Nie wiesz, czym jest piekło. – Caden zachichotał drwiąco. – To, co spotkało cię w ciągu ostatnich kilku dni, to nic, zaledwie początek. Dopóki nie powiesz mi, gdzie jest Claire, uczynię twoje życie jeszcze bardziej nieszczęśliwym. Obiecuję ci to.

Caden odepchnął Ranię, wycierając ręce w spodnie, jakby właśnie dotknął czegoś bardzo brudnego, co przyprawiało go o mdłości.

Wpatrywał się w nieprzytomną dziewczynę na ziemi, a w jego spojrzeniu nie było cienia ciepła, po czym ruszył w stronę drzwi i zatrzasnął je z hukiem.

Rania była zbyt zmęczona. Powitała ciemność, gdy ta ją pochłonęła. Uśpiła ból i żale, dopóki nie będzie musiała podjąć ich na nowo.

Jednak Rania nie odpoczywała długo; została wybudzona, gdy na jej ciało wylano wiadro zimnej wody. Krzyknęła i gwałtownie wciągnęła powietrze, czując się, jakby tonęła.

Natychmiast usiadła i starła wodę z twarzy, a jej ciało drżało. Trudno było określić, która jest godzina, ani jak długo spała, gdyż w tym lochu nie było okien. Wszystko tonęło w półmroku, jedynie pojedyncza, blada żarówka oświetlała celę.

– Miałaś miły sen? – Killian zachichotał. Rzucił wiadro, którego użył do nabrania zimnej wody, a następnie przykucnął przed Ranią. Uśmiechał się od ucha do ucha, szczęśliwy, że widzi ból w jej oczach.

– Czego chcesz?! – Rania chciała na niego krzyczeć, ale jej głos był bardzo zachrypnięty.

– Wstawaj, ojciec chce z tobą rozmawiać. – Killian wstał. Zaśmiał się szyderczo, gdy Rania z trudem próbowała się podnieść; nie zaoferował żadnej pomocy, czego Rania zresztą nie oczekiwała.

Bez wątpienia jej ojciec chciał porozmawiać o tym, co wydarzyło się zeszłej nocy, i jak zwykle nie wysłucha jej, zrzucając całą winę na nią.

Dlatego Rania była zaskoczona, gdy Alaric nie naskoczył na nią, kiedy weszła do jego gabinetu. Odprawił Killiana, który chciał zostać i posłuchać ich rozmowy.

– Wyjdź, Killian. – W jego głosie brzmiał autorytet, co wystarczyło, by wygonić pasierba. – Usiądź, Rania. – Zmarszczył brwi, widząc, jak bardzo jest przemoczona; jej ciało lekko drżało. – Dlaczego jesteś mokra?

Rania nie odpowiedziała. Nie obchodziłoby go, co się z nią stało, nawet gdyby powiedziała mu, co zrobił Killian. Rania już dawno przestała oczekiwać, że ojciec stanie w jej obronie.

Miała rację; ojciec przeszedł do głównego tematu, nawet nie czekając na jej odpowiedź.

– Z powodu histerii, którą urządziłaś zeszłej nocy, nasza wataha ma kłopoty z watahą Krwawego Wilka. W ramach kary zostaniesz zdegradowana do roli służącej. Zostaniesz odcięta od tej rodziny.

Słysząc to, Rania roześmiała się jak szalona, co sprawiło, że Alaric zmarszczył brwi.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: SŁUGA W STODOLE - Znamię Szalonego Króla Alfy | StoriesNook