HAYES
Doris wita mnie w drzwiach, gdy wchodzę do środka, poluzowując krawat. To był bardzo długi dzień wypełniony niekończącymi się spotkaniami.
– Witamy, panie Kensington.
– Dziękuję, Doris.
– Sloane tu jest – mówi z uśmiechem.
Zamieram z dłonią w połowie ruchu, sięgając do guzików przy mankiecie. – Sloane? – Nie przypuszczałem, że tu będzie. Odrzucała wszystkie moje zaloty, a teraz tu jest?
– Gd






