Alaric
Wracałem do domu na autopilocie, zaciskając dłonie na kierownicy tak mocno, że pobielały mi kłykcie. Miasto przemykało obok, światła i hałas ledwie do mnie docierały.
Mój umysł utknął na tym uścisku. Na sposobie, w jaki Evelina zamarła w moich ramionach, sztywna i niepewna. Na tym, jak oparła dłonie na mojej piersi, nie odpychając mnie, ale też nie rozluźniając się. I Theo. Boże, Theo zarzu






