Z perspektywy trzeciej osoby
Ophelia nie pałała szczególną sympatią do starego Alfy Watahy Rochesterów, Balthazara. Nie była jednak bezmyślną burzą pazurów i kłów, gotową do ataku w każdej chwili. Dzisiaj, w tym leżu pełnym świętowania, nie zamierzała tracić energii na przewracanie stołów czy sianie chaosu. Oczywiście, gdyby inni spróbowali, mogłaby pociągnąć za obrus z psotnym błyskiem w oku, ale






