Punkt widzenia Juliana
Oparłem się na krześle ze swobodnie skrzyżowanymi nogami; jedna dłoń spoczywała niedbale na podłokietniku, a druga z leniwą gracją strzepywała popiół z papierosa. Cały pokój pachniał słabo tytoniem i zimną ciszą. Nie spieszyło mi się, żeby się ruszyć – dopóki nie usłyszałem głosu pani Bates dobiegającego zza drzwi gabinetu.
– Młody Alfo, obiad gotowy.
– Już idę – odkrzyknąłe






