Punkt widzenia Rowan
– Dziękuję, Julianie – mruknęłam cicho, z trudem łapiąc jego spojrzenie.
Kiedy się nie uśmiechał, Julian zawsze wyglądał onieśmielająco – jego ostra linia szczęki i lodowato złote oczy emanowały tego rodzaju autorytetem Alfy, który potrafił uciszyć cały pokój. Ale kiedy się uśmiechał, był jak zimowe słońce przebijające się przez zamieć – rzadki, błyskotliwy i taki, od którego






