Tristan Ashbourne leżał zwinięty w kłębek na sofie w swoim mrocznym pokoju. Gęste cienie z zewnątrz rodowej posiadłości Watahy Obsydianu rzucały długie, smukłe palce na drewnianą podłogę. Jego dłonie kurczowo przyciskały poduszkę do piersi, a twarz była w niej głęboko zakopana, tłumiąc dźwięk okazjonalnego, mimowolnego szlochu.
Jednak nawet z materiałem wciśniętym w twarz nie potrafił zablokować w






