– Biegajcie, ile chcecie – mówi głosem gładkim jak jedwab i ostrym jak szkło. – To miejsce zawsze zaprowadzi was do domu.
Dom. Nazywa tę dziurę domem.
Cienie u jego stóp wspinają się wyżej, liżąc ściany jak ogień pozbawiony ciepła. Krążą wokół nas, żywe, głodne.
Moje gardło jest ściśnięte, ale i tak zmuszam się, by wydobyć z siebie głos. – Jesteś żałosny. Cała ta moc, te wszystkie sztuczki, a nawe






