Zimna trawa kłuje mnie w łapy, śliska od rosy i krwi. Moje płuca płoną, każdy oddech pali jak szkło. Valentina leży obok mnie, kaszląc przez zaciśnięte zęby, a w kąciku jej ust bąbelkuje krew.
Nie mam czasu zastanawiać się, jak kurewsko niedorzeczne jest to, że naprawdę udało nam się wydostać przez to okno, czy to, że gwiazdy faktycznie istnieją poza tymi kamiennymi ścianami. Ponieważ za nami...
K






