Panuje cisza.
Nie ten rodzaj ciszy, który daje poczucie bezpieczeństwa — ta jest dusząca, nieskończona. Próżnia tak czarna, że połyka wszystko. Żadnych ścian, żadnej ziemi, żadnego sufitu. Tylko ja, stojąca w nicości, z zimnym powietrzem na skórze, z płucami chwytającymi oddech, który nie przynosi ukojenia.
Czekam. Słucham. Serce mi wali, bo wiem, jak to działa. Kiedy ostatni raz tu byłam, słyszał






