Zastygam w progu, oddech więźnie mi w gardle. Ich głosy nawet nie próbują być ciche. Są zuchwali. Pewni siebie. Jakby mój świat nie legł w gruzach tuż za zasięgiem ich wzroku.
„… troje z nich już się zgodziło”, mówi jedna ze służących z pewnością w głosie.
„Sir Jonathan”, dodaje inna, „on naciska najmocniej. Łysina świeci mu jak cholerna latarnia, ale myśli, że jest mądry”.
„I Nico, oczywiście. Ka






