languageJęzyk

4. Rozkazy babci

Autor: Sonia Pavlichenko23 maj 2026

ELOWEN.

Jak mogłam być tak głupia? Jak mogłam pozwolić sobie na wiarę, że on mógłby mnie naprawdę kochać? Czułam się żałośnie; jestem tym, co mówią wszyscy, co powiedziała Vespera. Jestem nikim i nigdy nie będę dla Killiana kimś więcej niż osobą, która na zawołanie wypełni jego łóżko.

Cofam się o krok, potrzebując dystansu, by móc trzeźwo myśleć. „A-ale masz na myśli, jako twoją… na boku?” – szepczę.

Jego spojrzenie łagodnieje, wzdycha, podchodzi bliżej i chwytając mnie w talii, przyciąga do siebie.

„Oczywiście. Zależy mi na tobie, ale oboje wiemy, że nie możesz być Luną ani nawet rodzić szczeniąt. Powinnaś więc uważać się za szczęściarę, że w ogóle cię przy sobie zostawię. Nikt inny cię nie zechce, ale ja nadal tak” – mówi miękko. „Przepraszam, jeśli cię dziś przestraszyłem, Elowen, po prostu… wyglądasz pięknie. Jesteś moją małą omegą”.

Jego słowa zabolały i odniosłam wrażenie, że mężczyzna, którego podziwiałam, znika, ale dlaczego w takim razie jego wzrok jest taki łagodny?

Może przesadzam…

Głęboko w środku jednak w to nie wierzę; czuję się zraniona.

Dobiegł nas odgłos zbliżających się kroków. W oczach Killiana błysnęła irytacja, zanim się ode mnie odsunął. Ja natomiast poczułam ulgę, gdy w zasięgu wzroku pojawiła się babcia Callista.

„Ach, tu jesteś, Elowen! Chodź, mam dla ciebie prezent”. Jej wzrok wędruje między nami, po czym daje mi znak, bym się pospieszyła. Po raz pierwszy w życiu cieszę się, że mogę uciec od Killiana.

Idę za babcią Callistą, nawet nie zdając sobie sprawy, że lekko się trzęsę. Tysiąc razy wyobrażałam sobie mój pierwszy pocałunek, ale nie tak to miało wyglądać… Nigdy nie sądziłam, że będzie w nim tyle udręki. Śniłam o całowaniu Killiana tysiące razy, a teraz, gdy to się stało, boli to bardziej niż najsmutniejsze marzenia. Tak długo go pragnęłam i myślałam, że on mnie pokocha; byłam naiwna, bo on mnie nie kocha. Kocha wizję mnie jako swojej bocznej dziwki i nic więcej, bo jestem Omegą… przedmiotem, którego użyje, gdy nie będzie mu się chciało samemu zadowolić, prawda?

Jego przeprosiny męczyły mnie, a chęć ucieczki do pokoju stawała się nie do zniesienia.

„Pośpiesz się!” – mówi oschle babcia Callista.

„Tak, babciu Callisto!”

Biegnę za jej energicznym krokiem, aż trafiamy do pokoju, w którym wcześniej słyszałam jej rozmowę z Alfą Varkasem.

„Dobrze, więc prezent jest taki: jutro wieczorem odbywa się bal w zamku Alfy Alf i oczywiście jesteśmy zaproszeni. Uważam, że byłoby stosownie, gdybyś ty również się tam pojawiła”.

Żołądek mi się zacisnął. Tak szybko, chcą się mnie pozbyć tak szybko. Nie dane mi będzie nawet pożegnać się z jedynym domem, jaki znałam. Gdyby nie tamta podsłuchana rozmowa, nie martwiłabym się… ale zabranie mnie na bal podczas pełni, kiedy wszystkie wilkołaki są bardziej niespokojne i głodne… Wiem, że w ten sposób planują usunąć mnie z watahy.

„Babciu, czy-czy to będzie w porządku, jeśli pójdę? Przecież jestem tylko Omegą?”

„Wszystko będzie dobrze, pójdziesz jako moja asystentka, a miło na ciebie popatrzeć. Nikomu nie będziesz przeszkadzać. Każę przysłać ci ubrania; oczekuję, że będziesz gotowa punktualnie o dziewiątej wieczorem!” – mówi tonem nieznoszącym sprzeciwu.

„Tak, proszę pani” – odpowiadam, pochylając przed nią głowę.

„A teraz idź już, baw się na przyjęciu, ja kładę się spać”.

Odwracam się i waham. Część mnie chce ją zapytać, co się ze mną stanie teraz, gdy jestem Omegą bez wilka, ale nie potrafię zdobyć się na odwagę. Zamiast tego wychodzę z pokoju i życzę jej dobrej nocy…

-----

Następnego dnia obudziłam się wycieńczona. Źle spałam, rzucałam się i obracałam przez całą noc, większość czasu spędzając na obserwowaniu cieni rzucanych na sufit przez odsłonięte zasłony. Nie wiem, jak spojrzę Killianowi w oczy po tym wszystkim; czy będzie na mnie zły za to, co zrobiłam? Zawsze był dla mnie taki dobry…

Siadam, przyciskając kołdrę do piersi. Moja sypialnia znajduje się na samym końcu domu i bez bezpośredniego światła słonecznego jest jednym z chłodniejszych pokoi w rezydencji. Teraz zastanawiam się, czy umieszczono mnie tutaj celowo, bym nie przeszkadzała przyszłemu Alfie.

Wiedząc, że nie mogę zostać w łóżku, postanawiam spędzić dzień na sprzątaniu po wczorajszym przyjęciu. Jaki może być lepszy sposób na unikanie Killiana?

Mijają godziny, a ja nie przestaję pracować, dbając o to, by umyć każde okno w rezydencji, poza pokojami Killiana i Alfy. Właśnie kończyłam okno na poddaszu, gdy mój wzrok padł na Killiana, który znajdował się na placu treningowym za ogrodami rezydencji. Był bez koszulki i trenował z jednym z wojowników.

Obserwuję go, a moje serce ściska się na wspomnienie zeszłej nocy. Wzdycham cicho, powoli schodząc ze stołka, którego używałam, by dosięgnąć okna dachowego. Siadam na nim i wrzucam szmatkę do wiadra, rozglądając się po strychu.

Z boku piętrzą się pudełka, a także skrzynie i walizki z rzeczami, których nigdy nie używano.

W pewnym momencie będę musiała stawić mu czoła.

„ELOWEN!”

Wzdrygam się na dźwięk głosu babci Callisty, szybko chwytam wiadro oraz szmatki i wybiegam z pomieszczenia.

„T-tak?!” – wołam, zbiegając po schodach i sycząc z bólu, gdy uderzam palcem o róg ściany. Ból przeszywa moją stopę, ledwo powstrzymuję przekleństwo cisnące się na usta.

Pędzę za róg, boso po drewnianej podłodze, i zatrzymuję się gwałtownie, widząc ją wchodzącą po schodach w moją stronę. Zwalniam kroku, czujna po wydarzeniach minionej nocy.

„Tu jesteś” – mruknęła z dezaprobatą, mierząc mnie wzrokiem. Próbuję wygładzić ubranie, ścierając kurz, nie chcąc, by była rozczarowana moim niechlujnym wyglądem.

Marszczy brwi jeszcze mocniej, patrząc na moje bose stopy i włosy, w których na pewno były pajęczyny ze strychu. Przebieram niezdarnie nogami, podczas gdy ona zaciska usta w wyraźnym rozczarowaniu.

„Idź pod prysznic, wezwałam kosmetyczkę, żeby doprowadziła cię do porządku… Wiesz, Elowen, poświęciłam mnóstwo czasu na twoje wychowanie. Możesz być Omegą, ale odebrałaś wychowanie godne damy, pamiętaj o tym. Nie chcę, żebyś mnie dziś zawiodła”. Spuszczam wzrok, czując, że jej słowa tną głębiej niż zwykle; pieką, gdy karci mnie jak niegrzeczne dziecko.

„Tak, babciu” – odpowiadam, kurczowo ściskając wiadro.

Wzdycha, podchodzi i klepie mnie w ramię.

„Co mówiłam o garbieniu się?”

„P-przepraszam!” Prostuję się, wypinam pierś i ściągam łopatki.

Kiwa głową w stronę mojego pokoju. „Lepiej. A teraz idź”.

Szybko odchodzę, nie mogąc znieść jej oceniającego wzroku – chcąc uciec. Babcia Callista nigdy nie była dla mnie tak opryskliwa; zastanawiam się, czy to jej zmartwienia biorą górę? A może po prostu jestem rozczarowaniem i teraz naprawdę zaczęła mnie dostrzegać – widzieć we mnie Omegę, a nie dziewczynkę, którą wychowała jak własną wnuczkę?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: 4. Rozkazy babci - Od odrzuconej do królowej: Prawdziwa partnerka Likana | StoriesNook