ELOWEN.
— Elowen! — syknęła babka Callista, depcząc mi nogę i wyrywając mnie z moich myśli.
Mrugnęłam i przez sekundę gapiłam się na nią, po czym rozejrzałam się lękliwie po sali, zatrzymując wzrok na szerokich plecach Zaretha Zova.
Nikt z nim nie rozmawiał, każdy spuszczał głowę, gdy ten przechodził obok; on sam nie raczył nawet okazać szacunku własnemu ojcu. Mijając tacę, chwycił szklankę z alkoholem i osuszył ją jednym haustem.
— Zapomniałaś o dobrych manierach, dziecko! — mruknęła babka. Jej uścisk na moim ramieniu był bolesny, a gdy wbiła we mnie paznokcie, w moich oczach stanęły łzy.
— To... to boli — jęknęłam cicho. Jej twarde spojrzenie przepełniała oczywista irytacja, zanim w końcu mnie puściła. Powstrzymałam chęć rozmasowania ramienia. — Przepraszam. Ja po prostu... — Zrezygnowałam z prób wyjaśnień, słysząc drżenie we własnym głosie.
Nie potrafiłabym wyrazić, co on we mnie budzi, ani jak się przy nim czuję. Gdybym powiedziała jej to tutaj, zostałoby to uznane za obrazę rodziny królewskiej, a każdy w pobliżu mógłby to usłyszeć.
— Żadnych wymówek. Czy ty próbujesz przynieść nam wstyd? — wymamrotała, rzucając spojrzenie dookoła.
— Przepraszam. — Skłoniłam przed nią głowę, ale mimo przeprosin, w moich myślach kotłował się chaos.
Człowiek z moich koszmarów to z pewnością on. Czy to była przyszłość? Jakaś przepowiednia?
W moich snach nasze stroje były dziwne: ja miałam na sobie ciężką suknię balową, przypominającą te z dawnych epok, on zaś tunikę i skórzane spodnie... Jedyną różnicą był fakt, że książę miał krótkie włosy, a mężczyzna w moich koszmarach — dłuższe.
Zimny dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie. Wzdrygnęłam się, widząc go stojącego pod jedną z dalekich ścian. Nikt do niego nie podchodził, a napięcie, które go otaczało, zdawało się rozchodzić po sali gwałtownymi falami.
Jakiś instynkt nakazywał mi ukryć się przed jego wzrokiem. Może jeśli nie będę rzucać się w oczy, już nigdy więcej się nie spotkamy!
—
Wkrótce podano kolację, wystawny posiłek składający się z ośmiu dań, ale ja nie miałam apetytu. Siedziałam przy stole w mniejszej jadalni, gdzie usadzono personel wysoko postawionych wilkołaków.
Znajdowałam się jednak przy wyższym stole, na niewielkim podwyższeniu, wraz z pięcioma innymi omegami. Były ważne, widziałam to po ich niezwykle eleganckich sukniach. Byłam jednak zbyt przejęta, by zastanawiać się, kim są. Im szybciej ten wieczór się skończy, tym lepiej.
— Więc, do kogo należysz? Tak w ogóle, jestem Liora — zapytała jedna z nich, mierząc mnie wzrokiem.
Odwróciłam się do niej, wyrwana z zamyślenia.
— Elowen... Umm, należę? — powtórzyłam pytanie.
Kilka z nich wymieniło spojrzenia, a ta, która mówiła, uniosła brew.
— Tak, musisz należeć do jednego z książąt, skoro jesteś na tym balu i siedzisz przy naszym stole — odparła Liora.
Przez moment poczułam dezorientację. — Przyszłam z lady Callistą Valerion.
— Ach, a więc dar — stwierdziła inna kobieta, wymieniając spojrzenie z Liorą.
— D-dar? — zapytałam, a w moim żołądku zrobiło się mdło, gdy dotarła do mnie bolesna prawda. Babka Callista chce się mnie pozbyć... Czy odda mnie rodzinie królewskiej? Ale ja nie mam wilka, mogą mnie zabić!
Te kobiety to omegi królewskich i było jasne, że cieszą się dużym poważaniem. Wiedziałam, że większość książąt ma więcej niż jedną... ale widać było, że tylko niektóre są faworytami.
Sięgając po widelec, starałam się odsunąć te myśli jak najdalej. Prawie nie mogłam go jednak utrzymać, a chłodny metal stukał o talerz.
„Może się mylą” — powtarzałam sobie w duchu. Babka Callista zabrała mnie tu jako swoją asystentkę. Jednak nie traktowała mnie w ten sposób, lecz nazywała gościem.
Próbowałam się uspokoić, gdy nagle najbardziej przerażający, ogłuszający warkot, jaki kiedykolwiek słyszałam, sprawił, że żyrandole zadrżały. Podskoczyłam, uderzając kolanem w spód stołu ukryty pod eleganckim obrusem.
Natychmiast zapadła cisza, a po sali rozeszła się fala strachu. Lęk był tak silny, że niemal fizycznie go czułam, niczym byt pożerający mnie i kapiący z nas wszystkich; energia stawała się coraz potężniejsza.
— Killian!
Serce mi zamarło, gdy usłyszałam krzyk babki. Wstałam, przewracając krzesło. Huk poniósł się echem po sali. Byłam gotowa do ucieczki, gdy Liora złapała mnie za ramię.
— Nie idź tam. On cię zabije — wyszeptała przerażona.
— On skrzywdzi Killiana — odparłam. Nie dbałam o to, kogo miała na myśli; moją jedyną myślą było upewnienie się, że z Killianem wszystko w porządku.
Wybiegłam z sali i przez łukowate przejście wpadłam do jaśniej oświetlonej jadalni. Ku mojemu przerażeniu zobaczyłam nie kogo innego, jak księcia Zaretha, który przyciskał Killiana do ściany, wbijając wydłużone pazury w jego skórę.
Killian wyglądał na wściekłego, mierząc księcia wzrokiem, co zdawało się tylko potęgować gniew Zaretha. Jego uścisk na gardle Killiana zacisnął się, a twarz chłopaka zaczęła sinieć. Mroczna, groźna aura Zaretha wirowała wokół niego i była tak silna, że nawet z tej odległości ledwo trzymałam się na nogach.
Rozejrzałam się po sali — dlaczego nikt mu nie pomaga?! Wszyscy, nawet król, po prostu stali i patrzyli.
Szukając wzrokiem Alfy Varkasa, poczułam rozpacz, widząc go stojącego kilka miejsc od króla. Miał zaciśnięte usta, a jego oczy przepełniał strach.
— Pomóżcie mu! — jęknęłam, zwracając się do najbliższego mężczyzny, ale on po prostu mnie zignorował.
— Spróbuj tego jeszcze raz — warknął Zareth, zaciskając dłoń mocniej.
— Zareth! — zawołał Najwyższy Alfa Maelor, blednąc i mierząc wzrokiem plecy syna.
Ale książę zdawał się tym nie przejmować. Z miejsca, w którym stałam, widziałam zimny, pogardliwy wyraz jego twarzy, a gdy jego ręka zacisnęła się na krtani Killiana, dostrzegłam, że sprawia mu to przyjemność. Na jego ustach wykwitł mrożący krew w żyłach uśmiech.
Panika pchnęła mnie do działania. — P-proszę, puść go! — zawołałam odważnie, podbiegając bliżej.
Byłam przerażona; czułam, że albo zwymiotuję, albo zemdleję. Usłyszałam kilka zduszonych okrzyków, ale bardziej martwiłam się o Killiana.
Jego piękne oczy zwróciły się na mnie z szoku, ale to spojrzenie księcia sparaliżowało mnie strachem. Cofnęłam się o krok, niemal potykając się o własne nogi, a resztki brawury wyparowały ze mnie bez śladu.
— P-proszę — wykrztusiłam, splatając dłonie przed sobą.
— Skarbie... — wymamrotał Killian. W jego oczach było coś, czego nie potrafiłam odczytać, ale skierowałam uwagę na księcia, choć nie byłam w stanie spojrzeć mu prosto w oczy.
On parsknął drwiąco, rzucając Killianem bezlitośnie o ziemię. Odruchowo wyciągnęłam ręce w stronę Killiana, chcąc mu pomóc, ale warknięcie Zaretha sprawiło, że podskoczyłam i zachwiałam się w tył.
Zareth obnażył zęby, a ja wzdrygnęłam się, gdy skupił swoją uwagę na mnie. Serce mi zamarło, kiedy ruszył w moją stronę.
Może mnie zabije... może ten koszmar po prostu przedstawiał moją śmierć z jego ręki, a nie miejsce, w którym to nastąpi. Ale jeśli mam zginąć, to przynajmniej dlatego, że na coś przydałam się Killianowi...
Zamknęłam oczy, czując bicie serca w gardle.
W momencie, gdy brutalnie chwycił mnie za szczękę, wyrwało mi się drżące łkanie. Otworzyłam oczy z przerażenia. Ale tam, gdzie przed chwilą gościł jedynie biały gniew, teraz pojawiło się coś jeszcze.
— Wygląda na to, że masz Małą Gołębicę, która próbuje cię ratować — zakpił, a jego uścisk stał się bolesny.
— Zareth... — Alfa Maelor spróbował ponownie. — Puść tę kobietę.
Zareth parsknął i spojrzał przez ramię na ojca, który teraz stał. — Chcesz ją ratować... to chodź po nią, ojcze — rzucił wyzywająco i drwiąco.
Szydził z Króla Alfy... czy on nikogo się nie bał? Było jednak jasne, że to księcia Zaretha bali się znacznie bardziej, bo jego ojciec opadł z powrotem na krzesło.
Łzy napłynęły mi do oczu na widok tego, że nawet Alfa Alf nie był skłonny przeciwstawić się własnemu synowi.
Killian podniósł się z ziemi, próbując do nas podejść, ale gdy tylko się zbliżył, szybciej niż byłam w stanie dostrzec, Zareth uniósł nogę i kopnął go z taką siłą, że chłopak uderzył w stół za sobą, a impet przesunął kolejny mebel. Halę wypełniło kilka przerażonych krzyków, gdy goście pośpiesznie odsuwali się od stołów.
Książę spojrzał na mnie i przez sekundę miałam wrażenie, że mnie taksuje, ale potem odepchnął mnie tak gwałtownie, że byłam pewna, iż tylko to sobie wyobraziłam. Brutalne pchnięcie posłało mnie na podłogę. Odwrócił się i ku mojemu przerażeniu ruszył w stronę Killiana, któremu właśnie pomagał wstać książę Kaelen.
— Zareth, przestań — ostrzegł młodszy brat. Zareth odepchnął go, osaczając Killiana niczym drapieżnik swoją ofiarę.
— Usuń się, bracie, chyba że chcesz dzielić z nim grób — ostrzegł go złowieszczo. — Bo wiesz, że nie zawaham się cię zabić.






