languageJęzyk

5. Pierwotni Zov

Autor: Sonia Pavlichenko23 maj 2026

Minęły trzy godziny i byłam już gotowa na bal, ubrana w czarną suknię. Mimo że wszystko wydawało się normalne, czułam niepokój.

Dlaczego mam wrażenie, że dzisiejszej nocy wydarzy się coś wielkiego?

Bal trwa już w najlepsze, gdy docieramy do zamku Alfy Alf. Serce mam w gardle na widok tego mrocznego, kamiennego zamczyska. Nawet przy światłach i muzyce bije od niego coś złowrogiego. Jak od drapieżnika próbującego zwabić swoją ofiarę…

„Elowen. Skup się” – syczy babcia Callista, uderzając mnie w nadgarstek.

Mrugam i przywołuję na twarz blady uśmiech, gdy przechodzimy przez wejście. Jednak im więcej widzę tego zamku i ludzi w nim przebywających, tym bardziej czuję się tu nie na miejscu.

„Alfa Varkas, Lady Callista, Alfa Killian, witajcie”. Gamma Najwyższego Alfy kłania się całej trójce.

„Witaj, Gorst” – odpowiada babcia Callista. „Przywiozłam ze sobą… gościa”.

Wskazała na mnie, a Gamma spojrzał z zaciekawieniem, natychmiast omiatając mnie wzrokiem.

„Ach… oczywiście” – mówi, po czym odsuwa się, by nas przepuścić.

Gościa? Mówiła, że idę jako jej asystentka.

Jakie to dziwne.

Następna godzina minęła jak w mgle. Alfa Varkas i Killian zniknęli mi z oczu, a ja utknęłam przy babci Calliście, gdy ta witała się i ucinała pogawędki ze wszystkimi ważnymi osobistościami.

Cóż za pamięć! Musiała mieć doskonałą głowę do nazwisk, by spamiętać, kto jest kim. Ja oczywiście musiałam nauczyć się imion wszystkich wysoko postawionych wilkołaków z każdej sojuszniczej watahy, ale i tak połowy z nich nie poznawałam. W sali zapadła cisza, gdy herold wystąpił naprzód. Uwaga wszystkich skupiła się na nim.

„Ogłaszam przybycie Alfy Alf! Król Alfa Maelor Zov i jego królowa Lysandra Zov z watahy Lunalith!”

Cały dwór patrzy w milczeniu, gdy dwuskrzydłowe drzwi na szczycie wielkich, krętych schodów otwierają się. Moje serce bije z podniecenia i strachu. To człowiek będący najpotężniejszym ze wszystkich Alf… nasz król… a ja zaraz go zobaczę.

W momencie, gdy para królewska wychodzi, wszyscy pochylają głowy, a ja szybko robię to samo, choć próbuję zerkać przez kosmyki włosów na wysokiego, postawnego mężczyznę w garniturze, który opina się na jego ramionach. Jego zimne oczy omiatają salę, a moje serce zamiera, gdy jego wzrok spoczywa na mnie; szybko spuszczam głowę.

Gdy schodzą na dół, wszyscy podnosimy się, a ja kradnę spojrzenie w stronę Luny. Jest olśniewająca, ma blond włosy i wielkie niebieskie oczy. Jest wysoka, elegancka i bije od niej silna aura.

„Książę Alfa Kaelen Zov i jego Luna Varyna Zov!”

„Książę Alfa Zorion Zov i jego Luna Serephine Mordrake!”

Zerkam w górę, patrząc na siostrę Vespery. Jest tak samo piękna, o ile nie piękniejsza od Vespery, ale ma ten sam wyniosły wyraz twarzy co jej siostra. Przed książętami wszyscy po prostu grzecznie pochylają głowy na moment, a gdy ci schodzą, ogłaszany jest kolejny syn.

„Książę Alfa Xayden Zov!”

Patrzę z zaciekawieniem. Xayden? Ale on jest czwartym księciem…

„Książę Alfa Torian Zov!”

Luna Lysandra ma czterech synów: Kaelena, Zoriona, Xaydena i Toriana.

„Książęta Alfa Valen i Vylan Zov!”

Zerkam w górę, gdy wychodzą bliźniacy. Szósty i siódmy książę urodzili się z Omegi – jedynej Omegi, która zdołała urodzić dziedziców Alfie, ale zmarła przy porodzie. Żołądek mi się wykręca na samą myśl o czymś takim.

Kiedy schodzą na dół, widzę, jak Najwyższy Alfa Maelor marszczy brwi, patrząc na synów i rozmawiając z nimi przez więź telepatyczną.

Wszyscy książęta są nieziemsko przystojni, promieniują siłą i elegancją, o jakiej można tylko marzyć. Każdy z nich ubrany jest w nienaganny smoking.

Drzwi na górze zamykają się i zdaję sobie sprawę, że trzeci książę się nie pojawi, ale jestem pewna, że większość czuje ulgę. To potwór; nikt nie wiedział nawet, kim była jego matka, ale krążą plotki, że on nie jest normalny…

„Dziękuję wszystkim za-” Maelorowi przerwano, gdy drzwi na szczycie schodów otworzyły się z hukiem, uderzając o ściany. Wszyscy wzdrygnęli się na ten dźwięk, a mnie uderzyła fala potęgi przetaczająca się przez salę balową.

Jest wyższy od pozostałych, a moc, która go otacza, jest o wiele silniejsza. Ma na sobie czarne spodnie i koszulę z rozpiętymi kilkoma guzikami, a rękawy podwinięte do łokci, co odsłania tatuaż na lewym ramieniu.

Nawet ubrany swobodniej niż jakikolwiek inny mężczyzna tutaj, robi o wiele większe wrażenie. Nie, on robi coś więcej – budzi grozę.

Nawet sposób, w jaki się porusza, jest onieśmielający; każdy krok jest wyliczony. Mimo to kroczy z gracją, z wyprostowanymi plecami i wysoko uniesioną głową; to człowiek, który nie zdobył szacunku – on go żąda.

Każda komórka mojego ciała każe mi uciekać od momentu, gdy go ujrzałam. Moje stopy są jednak przytwierdzone do podłogi, gdy on wkracza do sali.

Serce zaczyna mi walić i nie dzieje się to z powodu tego, jak przystojny jest ten ciemnoskóry mężczyzna, ani z powodu jego mocno zarysowanej szczęki, pełnych ust czy tych zimnych, złotozielonych oczu, ale dlatego, że go rozpoznaję.

„O-ogłaszam-” herold jąka się, by po chwili zostać uciszonym.

„Zareth Zov” – mówi książę głębokim, złowrogim głosem. Jego ton zdaje się wyzywać każdego, by spróbował mu się sprzeciwić. Nawet jego rodzeństwo nie odważa się patrzeć na niego zbyt długo. Ci, którzy byli na tyle głupi, by to zrobić, szybko odwracają wzrok, gdy napotykają jego oczy. Gdy podchodzi bliżej, schodząc po stopniach, wszyscy spuszczają głowy.

Przed oczami przelatują mi strzępy wspomnień, co do których nie byłam pewna, czy należą do mnie. Zimne, złośliwe, złotozielone oczy wpatrujące się we mnie… Zapach krwi i lodowate przerażenie zalewa moje ciało.

Strach mnie paraliżuje, robi mi się zimno, gdy patrzę na mężczyznę schodzącego po schodach, emanującego dominacją i siłą. Jego oczy omiatają salę i wiem, że powinnam spuścić wzrok, ale strach mnie unieruchomił. Ręce mi drżą, a oddech zamiera, gdy jego oczy spotykają moje. Jestem jak spłoszone zwierzę w blasku reflektorów.

Na jego twarzy maluje się chłodna obojętność, unosi brew, a ja wciąż nie potrafię przerwać kontaktu wzrokowego. Jego usta drgają, gdy w końcu odwraca wzrok i rusza przez salę. Jego aura jest złowieszcza, a w pomieszczeniu panuje taka cisza, że można by usłyszeć upadającą szpilkę.

To on jest człowiekiem, który gra główną rolę w moich koszmarach i który mnie w nich prześladuje.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: 5. Pierwotni Zov - Od odrzuconej do królowej: Prawdziwa partnerka Likana | StoriesNook