languageJęzyk

Ciąża Zanyi

Autor: Adriana Moretti31 maj 2026

Perspektywa Vespery

Przez kilka następnych dni bóle w podbrzuszu nasilały się niemal każdego dnia. Więź w moim wnętrzu gniła, a ja czułam coraz mniejszy pociąg do mojego partnera. Miało to znaczący wpływ na moje zdrowie. Moja osobista służąca, Anise, przynosiła mi soki i egzotyczne potrawy, zmuszając mnie do jedzenia.

W mojej głowie panował chaos. Wiedziałam, że jeśli dobrowolnie opuszczę Garricka, on mnie schwyta i wtrąci do lochów lub, co gorsza, wygna z watahy, przez co zostanę uznana za samotniczkę.

Rozważając dostępne opcje, skupiłam całą uwagę na szlifowaniu moich umiejętności wojowniczych. Ćwiczenia zawsze dawały mi poczucie spełnienia i zastrzyk adrenaliny. Jako córka Alfy byłam wybitną wojowniczką, ale nie trenowałam od dłuższego czasu. Kiedy więc udałam się do domu watahy i weszłam na poligon treningowy, wilki były zaskoczone.

Był tam Gamma Zorien. Ukłonił mi się i powiedział: „Będę Twoim partnerem, Luno Vespero”. Gamma Zorien pochodził z mojej watahy i gdyby nasze grupy się nie połączyły, byłby moim Betą.

Mimo wszystkich ran, jakie odniosłam, zręcznie unikałam każdego ataku Zoriena. Był szybkim wilkiem. Rzucił się na mnie, wyprowadzając serię ciosów w stronę mojej twarzy, ale zablokowałam je przedramionami i kopnęłam go w brzuch, posyłając go na ziemię. Usłyszałam brawa i okrzyki. „Dalej, Luno Vespero, dalej!”

Zorien podniósł się i skoczył na mnie, przemieniając się w wilka. Zmrużyłam oczy i czekałam. Gdy był zaledwie kilka stóp ode mnie, oddałam kontrolę Korze. Z głośnym warknięciem starła się z Zorienem w powietrzu i powaliła go na ziemię, zaciskając kły na jego szyi. Zorien poddał się jej, a ona odsunęła się.

Wróciłam do ludzkiej postaci, widząc wiwatujących ludzi. Gamma Zorien uśmiechał się. „To było imponujące, Luno Vespero”.

Zasmucona, ale i szczęśliwa po długim czasie, zaśmiałam się pod nosem. „Od teraz wznawiam treningi” – poinformowałam go.

„Luno Vespero” – dobiegł z tyłu cichy i nieśmiały głos.

Zacisnęłam zęby.

„Wiem, że Twój wilk to Alfa, ale byłoby wspaniale, gdybyś pomogła mi w treningu” – powiedziała Zanya, splatając dłonie przed sobą.

„Nie, dziękuję” – odparłam i wzięłam szatę od omegi, która usługiwała wszystkim wojownikom na placu.

Zanya pociągnęła nosem. „Luno Vespero, nie gniewaj się na mnie. Chcę po prostu zrobić to, o co poprosił mnie Alfa Garrick. Powiedział, że będziesz najlepszą osobą do wspólnego treningu, więc oto jestem”.

Uniosłam brew, świadoma napiętej ciszy wokół nas. „Garrick cię o to poprosił?”

„Tak” – skinęła głową, robiąc wielkie oczy.

„Przecież jesteś córką Bety. Musisz być świetnie wyszkolona”.

Wygięła usta w podkówkę. „Wyszłam z wprawy... Alfa Lucian często mnie bił i nigdy nie pozwalał mi chodzić na treningi”.

Musiałam podziwiać jej gierki. Czy Garrick zadał sobie trud, by zapytać Alfę Luciana o to rzekome znęcanie się? Nigdy nie widziałam na niej żadnych ran.

„Proszę, Luno Vespero. Błagam Cię” – powiedziała, składając ręce. „Wiem, że jestem nikim, ale nie mogę sprzeciwić się rozkazowi Alfy”.

Zacisnęłam zęby i skinęłam głową. Jeśli Garrick kazał jej ze mną trenować, czy mogłam się sprzeciwić?

Stanęłyśmy naprzeciw siebie na macie treningowej. Ona zajęła pozycję, ja swoją. Kiedy zaczęłyśmy krążyć wokół siebie, jej intensywne skupienie sprawiało, że trudno było uwierzyć, iż potrzebuje jakiegokolwiek szkolenia. Nagle rzuciła się na mnie i mocno kopnęła mnie w brzuch. Zaskoczona, zatoczyłam się do tyłu. Nie dała mi szansy na regenerację i wyprowadziła kopnięcie w mój bok. Zablokowałam jej nogę przedramieniem, a potem szybkim ruchem uchyliłam się i uderzyłam ją w kolano. Jęknęła, upadając. Z wściekłym warknięciem wybiła się w powietrze, celując ciosem prosto w moją twarz.

To przypominało atak, a nie zwykły trening. To było tak, jakby chciała mnie... zabić. Uchyliłam się, ale cios wylądował na moim ramieniu, sprawiając, że syknęłam z bólu. Uśmiechnęła się, a potem z pełną siłą zamachnęła się nogą, celując w moją głowę. Uniknęłam ciosu, a ona potknęła się do przodu. Szybko się obróciłam, zamierzając uderzyć ją łokciem w bok twarzy, ale ona odwróciła głowę i mój łokieć trafił prosto w jej nos. Krzyknęła z bólu, gdy z jej nosa trysnęła krew.

Drzwi się otworzyły i do środka wpadł Garrick. „Zanya, Zanya!”

Popłynęły łzy. „Garrick, ona... ona zmusiła mnie do walki tylko po to, żeby... żeby to zrobić. Nasze dziecko...” – zapłakała.

Wpatrywałam się w nią w oszołomionej ciszy. Jakie dziecko? Była w ciąży? I właśnie skłamała. Bogowie. Jak miałam z tym konkurować?

„Jak mogłaś?” – warknął Garrick, chwytając mnie za gardło.

Złapałam go za nadgarstek, podczas gdy mój umysł próbował ogarnąć całą sytuację. Jego uścisk na moim gardle zacisnął się, a ja zaczęłam kaszleć. „Garrick!” – rzęziłam.

Rzucił mnie na ziemię. „Trzymaj się od niej z daleka, Vespera. To moje ostatnie ostrzeżenie. Ona nosi moje szczenię!” Odwrócił się do niej, podniósł ją na ręce i energicznym krokiem wyszedł z domu watahy.

Patrzyłam na nich z odrętwiałym umysłem, trzymając się za gardło. To był policzek wymierzony prosto w moją twarz.

Przez dwa lata pragnęłam zajść w ciążę z moim partnerem, ale nie mogłam. A ta dziewczyna zaszła w ciążę w kilka dni? Jawna zdrada Garricka przybrała tego dnia nowy obrót.

Wlokąc się z placu treningowego, wiedziałam, że oczy wszystkich są zwrócone na mnie. Ten incydent miał stać się największą plotką watahy. Zanya nosiła dziedzica Alfy, co miało podnieść jej status w grupie.

Wszystkie moje nadzieje roztrzaskały się o skały czasu. W moim życiu nie zostało już nic. Wszystko, co było mi drogie – mój Alfa, moja wataha, moje życie, interesy i reputacja – zostało mi odebrane tak nagle, że czułam się, jakby ktoś wyrwał mi ziemię spod nóg.

Nie wiem, kiedy dotarłam do pokoju i kiedy opadłam na łóżko, ale moją uwagę przykuło uporczywe wibrowanie telefonu.

„Vespera!” – to była Katarina.

„Katarina?” Usłyszenie jej głosu wlało odrobinę ciepła w moją pierś.

„Dziewczyno, tak strasznie cię przepraszam, że dzwonię tak późno. Byłam na trekkingu w Andach i właśnie wróciliśmy. Jak się masz i gdzie jesteś?” Brzmiała tak entuzjastycznie, że zaśmiałam się cicho i otarłam łzy. Bogini, tak bardzo za nią tęskniłam.

Przeszłam prosto do sedna. „Katarina, potrzebuję przysługi”. Chciałam jej o wszystkim opowiedzieć, ale wiedziałam, że wtedy przyjechałaby do mnie i zrobiła wielkie przedstawienie.

Po chwili ciszy odpowiedziała: „Słucham”.

„Muszę pilnie spotkać się z Alfą Varkasem. Czy to możliwe?”

„Z Varkasem?” – brzmiała na zaskoczoną.

„Tak. Czy możesz zaaranżować spotkanie?” Czekałam z oddechem uwięzionym w gardle. Wiedziałam, że Alfa Varkas nie spotka się ze mną jutro tylko dlatego, że Katarina o to poprosi. Wiedziałam, że jest bardzo zajętym wilkołakiem i mogły minąć miesiące, zanim dostałabym termin.

„Dobrze, zapytam go. Czy jest coś jeszcze, o czym chciałabyś porozmawiać?” Nawet po dwóch latach braku kontaktu, jej troska o mnie była obezwładniająca.

„Nie” – odpowiedziałam zachrypniętym głosem.

„Trzymaj się, Vespera” – powiedziała i rozłączyła się.

Przycisnęłam telefon do piersi i uniosłam głowę, modląc się do Bogini o wczesny termin spotkania.

Czuć się nieco lepiej, wyszłam nocą do lasu, by wypuścić Korę, bo chciałam usunąć się w cień i uleczyć rany. „Kora, przejmij kontrolę” – wezwałam ją, ale nie odpowiedziała. „Kora!” – zawołałam ponownie. Znów cisza. Spanikowałam i wołałam ją w biegu, zmuszając się do wysiłku, ale Kora się nie pojawiła. „Nie. Nie. Nie. Nie!” – szlochałam. „Kora, nie możesz spać. Gdzie jesteś?” Próbowałam raz za razem. Gdzieś z tyłu głowy wiedziałam, że nie mogła znieść dalszej traumy związanej ze zdradą partnera. Wieść o ciąży Zanyi była ostatnią kroplą, która przelała czarę. Kora mnie zostawiła. Samą. Nieszczęśliwą. Samotną. Pustą skorupę.

Wracając do domu, zastanawiałam się, ile jeszcze zdołam znieść. Miałam ochotę ze sobą skończyć.

Leżałam na ziemi, zwinięta w pozycji embrionalnej, niezdolna do płaczu, czując pustkę. Mój telefon zadzwonił, a ja odebrałam go jak robot. „Słucham?”

„Vespera!” – zawołała radośnie Katarina. „Alfa Varkas może spotkać się z tobą pojutrze. Przyjeżdża do Selenis Reach na spotkanie z Alfą Garrickiem”.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Ciąża Zanyi - Powstanie Vespery: Korona Północy | StoriesNook