VAE
Zielona sukienka. Srebrna biżuteria. Chromowane szpilki.
Wszystko z jego wyboru — a jednak suma tych rzeczy sprawiała, że słowo „olśniewająco” wydawało się zbyt skromne, by mnie opisać.
Zacisnęłam usta, rozcierając wiśniową szminkę, a potem spryskałam gardło mgiełką Chanel Coco — Nihilus nalegał, bym jej użyła.
Byłam... szczęśliwa. Niedorzecznie, musująco szczęśliwa. Po raz pierwszy nie czułam






