Przy łóżku stała pielęgniarka z kartą w ręku. Kiedy lekko się obróciła, niechcący odsłoniła mi twarz Vivii.
Kobieta przede mną ledwo przypominała tę, którą zawsze znałam.
Jej skóra była pozbawiona koloru, oblana chorobliwą bladością. Pod oczami czaiły się gniewne, czerwone cienie.
Do jej nadgarstków podłączonych było wiele rurek.
Jej oczy rozjaśniły się i błysnęły niedowierzaniem w chwili, gdy mni






