Zaprowadził nas do narożnika na drugim piętrze, gdzie przyłożył kciuk do pewnego miejsca na ścianie. Miejsce to było dosłownie gładkie i zlewało się z otoczeniem. Kiedy więc rozdzieliło się wzdłuż ukrytego szwu i uchyliło do wewnątrz, ukazując wąską klatkę schodową, aż sapnęłam.
— Co to, do diabła, jest!?
Zauważyłam jego uśmiech, zanim przeszedł przez próg. Schody ciągnęły się dłużej, niż wydawało






