LILLY.
W łazience panuje cisza, przerywana jedynie cichym szumem płynącej wody.
Podtrzymuję Sierrę jedną ręką, gdy ta lekko opiera się o blat; jej ciężar jest większy, niż powinien być – nie dlatego, że nie może stać o własnych siłach, ale dlatego, że nawet nie próbuje. Wszystko w niej wydaje się teraz bierne, jakby po prostu trwała, zamiast żyć.
– Ostrożnie – mruczę, prowadząc ją, gdy płucze dłon






