languageJęzyk

Rozdział 2: Tajemnicze wprowadzenie

Autor: Ivy Morrin15 cze 2026

Elara z zakłopotaniem obserwowała, jak Brock mierzy wzrokiem nieznajomego. Ciemnowłosy mężczyzna, nieco wyższy i potężniejszy od Brocka, sprawiał wrażenie niewzruszonego, gdy tamten wypinał pierś w nieudanej próbie zademonstrowania dominacji.

– Kim jesteś? – zapytał gburowato Brock, wychodząc z sypialni i stając za Elarą. Położył jej dłoń na ramieniu. Elara musiała powstrzymać się, by nie wzdrygnąć się pod jego dotykiem. Starała się zachować uprzejmy uśmiech, patrząc na mężczyznę, który przyszedł spotkać się z jej ojcem.

Ten terytorialny gest nie zrobił na nieznajomym żadnego wrażenia; wyglądał na całkowicie odprężonego, mimo groźnego spojrzenia Brocka. – Jestem kuzynem Elary, przyjechałem z daleka. – Uśmiechnął się do niej, jakby znali się od lat. Elara pochwyciła to spojrzenie i natychmiast postanowiła podjąć grę, choćby po to, by nie zostać sam na sam z Brockiem.

Nieznajomy kontynuował: – Wpadłem tylko przejazdem, żeby się przywitać. Muszę też nadrobić zaległości w rozmowach z jej ojcem.

Brock zerkał to na mężczyznę, to na Elarę, czekając, aż potwierdzi te rewelacje. Wiedziała, że biorąc pod uwagę porywczość Brocka, dla tego człowieka może się to skończyć źle, jeśli kłamstwo wyjdzie na jaw. To musiało brzmieć wiarygodnie.

Elara przywołała na twarz radosny uśmiech, jakby dopiero co go rozpoznała. – Prawie cię nie poznałam, minęło tyle czasu! – Na twarzy nieznajomego nie odmalowało się nawet cień zaskoczenia jej gotowością do współpracy.

Rozłożyła szeroko ramiona i podeszła, by go uściskać, przy okazji zrzucając dłoń Brocka ze swojego ramienia. Miała nadzieję, że nieznajomy nie poczuje jej walącego serca, wciąż rozdygotanego po tym, co się wydarzyło – a raczej prawie wydarzyło – chwilę temu. Jego ciało zesztywniało przy nagłym kontakcie, a Elara przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy to nie był błąd. Przez moment trzymał ręce nieruchomo wzdłuż tułowia, po czym ostrożnie ją objął.

Dotknął jej lekko, a mimo to przez Elarę przemknęło dziwne uczucie. Poczucie bezpieczeństwa. Może wynikało to z wydarzeń dzisiejszej nocy. Z tego, że ten obcy człowiek pojawił się we właściwym miejscu o właściwym czasie. Puściła go i cofnęła się, wciąż z przyklejonym do twarzy powitalnym uśmiechem. Kąciki ust nieznajomego drgnęły lekko, gdy on również się odsunął.

– Może wejdziesz do środka i poczekasz, aż tata wróci do domu? – zaproponowała Elara, mając nadzieję, że się zgodzi. I że Brock zrozumie aluzję i sobie pójdzie.

– Dziękuję, to brzmi idealnie. Mamy sobie wiele do opowiedzenia. – Niebiesko-szare oczy wymownie spojrzały na Elarę, a na jego przystojną twarz w końcu powrócił uprzejmy uśmiech.

Twarz Brocka wykrzywiła się w grymasie, gdy nieznajomy przekroczył próg. Jego irytacja była aż nadto widoczna, kiedy rzucił: – Właśnie byliśmy w trakcie czegoś ważnego, więc to może nie być najlepszy moment.

Nieznajomy zatrzymał się i uniósł brew, patrząc na Elarę, która była czerwona jak burak. Jej wzrok spoczął twardo na ciemnowłosym mężczyźnie. – Nie, nie byliśmy. Proszę, zostań. Tata powinien być niedługo.

Czuła bijącą od Brocka wściekłość wywołaną jej oczywistym lekceważeniem. Nieznajomy skinął głową, a potem spojrzał na Brocka, który wyglądał, jakby za sekundę miał rzucić się na niego z zębami. Ciemnowłosy wyciągnął dłoń w stronę Brocka. – Jestem Trey. Jestem pewien, że wkrótce znów na siebie wpadniemy. – To było kolejne wyraźne odprawienie; Elara przygryzła wargę, czekając na reakcję Brocka.

Ku jej zaskoczeniu, opanował się. Cóż, poniekąd. Brock minął jego wyciągniętą dłoń, nawet nie nawiązując kontaktu wzrokowego, i mruknął tylko: – Brock. – Zerknął na Elarę ostatni raz; zastanawiała się, czy liczył na to, że poprosi go o zostanę.

– Zadzwoń do mnie, kiedy *on* wyjdzie – rozkazał, wypluwając słowo „on” z pogardą, po czym odwrócił się do nich plecami.

Szybko zamknęła drzwi i zablokowała zamek jednym sprawnym ruchem. Nie trudziła się odpowiedzią, wiedząc, że tej nocy do niego nie zadzwoni. Skrzywiła się, słysząc głośne uderzenie na zewnątrz – wiedziała, że Brock uderzył pięścią w jeden z drewnianych filarów werandy.

Odwróciła się do Treya stojącego w przedpokoju. – Przepraszam, on bywa... intensywny. – Odeszła od drzwi, dystansując się fizycznie i emocjonalnie od przytłaczającej obecności Brocka. Na samą myśl o nim, o jego nieustającej presji, robiło jej się niedobrze. Byli ze sobą od lat, kochała go, a on mówił, że kocha ją. Ale ktoś, kto kocha, nie powinien...

Elara urwała tę myśl, nie będąc w tej chwili gotową, by się z nią zmierzyć. Fala ulgi przelała się przez jej ciało na wieść, że Brock już poszedł. Nawet z tym obcym mężczyzną w domu, kimś, kogo nigdy nie spotkała, a kto podawał się za jej kuzyna, coś w głębi duszy podpowiadało jej, że przy nim może czuć się bezpiecznie.

– Może poczekamy w gabinecie mojego taty? – zaproponowała, teraz już ciekawa prawdziwych intencji niezapowiedzianego gościa.

Jego uprzejme oczy znów stały się stalowe, gdy zapytał: – Czy w czymś przeszkodziłem?

Elara otworzyła usta, by odpowiedzieć, po czym znów je zamknęła. Rozważała słowa, zanim wprost wyjawiła mu, co się stało. – Właściwie to cieszę się, że przyszedłeś. Brock bywa czasem nieco... uparty. – Zmarszczyła brwi, słysząc własne słabe wyjaśnienie. Nigdy nie zdawała sobie sprawy, jak trudno jest opisać mniej chlubne zachowania Brocka.

Trey skinął powoli głową, a jego szczęka lekko zadrżała. – Nie brzmi jak dobry chłopak.

Nikt nigdy wcześniej nie powiedział tego Elarze; większość dziewczyn w wiosce marzyła o randce z synem Alfy. Nawet bez tytułu Brock zawsze był popularny. Wszyscy sprawiali wrażenie, że to Elara ma szczęście, będąc z nim. Nigdy nie brała pod uwagę, że może być odwrotnie. Albo że nie powinna z nim być. Prędzej sądziła, że to Brock z nią zerwie, zwłaszcza skoro nie dawała mu tego, czego chciał.

– Ostatnio jest pod dużym wpływem stresu – odparła bez przekonania. Chciała uciec od tego tematu, pomyśleć o czymkolwiek innym. – Przynieść ci wody? Albo coś do jedzenia? Mamy resztki z kolacji, mogę je podgrzać, jeśli chcesz.

Trey podchwycił sugestię i uśmiechnął się. – Chętnie napiję się wody.

Poszła do kuchni, napełniła dwie szklanki i wróciła do niego do przedpokoju. – Chodź za mną, gabinet jest w tę stronę. – Podała mu szklankę, ich palce zetknęły się na chwilę, gdy ją odbierał.

– Dziękuję – powiedział Trey. Elara posłała mu szczery uśmiech, wdzięczna za uderzający kontrast jego uprzejmości w porównaniu z zachowaniem Brocka.

Zaprowadziła go do drugiego pokoju, starając się wymyślić pytania, które nie byłyby zbyt wścibskie. Usiadł w głębokim fotelu naprzeciwko biurka jej ojca. Ciemnozielone ściany były niemal w całości zasłonięte drewnianymi regałami wypełnionymi książkami. Jej rodzice byli najmądrzejszymi ludźmi, jakich znała. Kiedy tata nie zajmował się sprawami watahy, zazwyczaj siedział w okularach do czytania z nosem utkwionym w lekturze.

Elara uśmiechnęła się na to wspomnienie i zajęła miejsce obok Treya w pękatym, rubinowym fotelu. Skrzyżowała nogi, biorąc długi łyk wody, by przełamać krępującą ciszę między nimi.

Trey poszedł w jej ślady; przełknął napój, po czym zapytał: – Jak myślisz, kiedy wróci twój ojciec?

– Ach, racja. – Fala zażenowania zalała ją na wspomnienie kłamstwa o ich rychłym powrocie. – Cóż, właściwie może im to zająć trochę czasu. Nocne spotkanie watahy i te sprawy. Przepraszam, że powiedziałam, że będą niedługo, po prostu nie chciałam zostać sama z... – Urwała. Wiedziała, że Trey domyśli się, o kim mówi, bez konieczności wypowiadania jego imienia.

Trey posłał jej krzepiący uśmiech. – W porządku, chętnie poczekam.

Cisza znów wypełniła pokój. Elara już miała zapytać go o to podawanie się za jej kuzyna, zastanawiając się, czy może jest jakimś dalekim krewnym, którego jeszcze nie poznała, ale gdy tylko otworzyła usta, usłyszała znajomy dzwonek swojego telefonu. Spojrzała na Treya, jakby pytając o pozwolenie na odebranie, a on po prostu skinął głową.

Pobiegła do sypialni sprawdzić, kto dzwoni; mdłości powróciły na myśl, że to może znów Brock. Lęk ustąpił, gdy na ekranie rozświetliło się imię jej najlepszej przyjaciółki, Junie.

Elara ledwo zdążyła się przywitać, gdy Junie przeszła do szczegółowego planu szukania sukienki na jej dwudzieste pierwsze urodziny. Przyjaciółka z entuzjazmem wymieniała możliwe kolory, kroje i buty, które by do nich pasowały. Elara starała się angażować w rozmowę, na ile mogła, by utrzymać ten sam radosny nastrój, jaki miała wcześniej – zanim pojawił się Brock.

Kiedy Junie przeszła do dodatków i fryzur, myśli Elary odpłynęły z powrotem ku przystojnemu mężczyźnie w gabinecie. Ku aurze tajemnicy, która go otaczała. Zdała sobie sprawę, że nie może się doczekać, by dowiedzieć się o nim czegoś więcej.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki