languageJęzyk

3 ~ Pierwsza noc

Autor: Vivian13 kwi 2026

Perspektywa Serafiny

Jazda na ultra-ekskluzywne wzgórza, gdzie znajdowała się posiadłość Thorne'a, była dusząco napięta. Rozległa rezydencja wyłoniła się z ciemności niczym pilnie strzeżona forteca absolutnego bogactwa.

Przekraczając masywne, podwójne drzwi, przygotowałam się na przepych, ale powitała mnie przerażająca sterylność. Posiadłość była gigantyczną pustnią smolistej czerni, łupkowej szarości i oślepiającej bieli. Marmurowe podłogi lśniły jak lód, aksamitne zasłony przypominały całuny, a wewnątrz nie było absolutnie żadnego śladu ciepła ani koloru. Bezwstydnie szare.

„Czy szary to twój ulubiony kolor?” – zapytałam, a mój głos odbił się obronnym echem w przepastnym korytarzu.

„Nie żywię sympatii do ulubionych rzeczy” – odpowiedział Alaric, idąc w stronę wiszących szklanych schodów. „Szary jest po prostu wydajny. Mniej rozpraszający niż kolor”.

Lęk zwijający się w moim żołądku pogłębił się. Weszliśmy do skrzydła z głównym apartamentem. Kiedy pchnął ciężkie, dźwiękoszczelne drzwi prowadzące do naszego pokoju, zamarłam, a oddech uleciał z moich płuc w zszokowanym westchnieniu.

Sypialnia była wielkości apartamentu na najwyższym piętrze. Ale zamiast przytulnego, małżeńskiego sanktuarium, rozległa przestrzeń mieściła dwa identyczne, masywne łóżka king-size, surowo przedzielone ciężkimi, czarnymi aksamitnymi zasłonami zaciemniającymi, zwisającymi z sufitowej szyny.

„Twoje łóżko to to dalsze” – stwierdził, wskazując na odgrodzoną część, jednocześnie zdejmując z siebie marynarkę.

Stałam sparaliżowana na pluszowym dywanie. „Dwa łóżka?” Fala irracjonalnego gniewu przebiła się przez mój strach. „Czy to hotel dla twoich stale zmieniających się dam do towarzystwa? Trzymasz swoje dziwki w tym samym pokoju co żonę?”

Alaric zamarł w połowie zdejmowania jedwabnego krawata. Powoli odwrócił głowę, a jego szare oczy pociemniały do koloru burzowych chmur. Natychmiast pożałowałam, że go testowałam, robiąc paniczny krok w tył.

Zmniejszył dystans trzema drapieżnymi krokami. Zanim zdążyłam przetworzyć niebezpieczeństwo, moje plecy ostro zderzyły się z lodowatą ścianą. Alaric uderzył dłonią w ścianę tuż obok mojej głowy, skutecznie zamykając mnie w klatce. Odurzający zapach jego wody kolońskiej mocno zacisnął się wokół mojego gardła.

„Dlaczego już zachowujesz się jak zazdrosna żona?” – wyszeptał, a ten mroczny pomruk wibrował bezpośrednio na mojej skórze.

Nerwowo przestąpiłam z nogi na nogę, a moja klatka piersiowa gwałtownie unosiła się i opadała o jego solidny tors. „Po prostu stwierdzam fakty. Odmawiam spania na materacu splamionym przez tysiąc anonimowych kobiet”.

Alaric przysunął się bliżej, a jego gorący oddech prześlizgnął się po krzywiźnie mojej szyi. „Z nikim nie sypiam w moim osobistym łóżku. Kiedy odzieram kobietę z jej godności, obsługuję ją dokładnie na tym drugim łóżku. A od dzisiaj, żoneczko, jesteś po prostu najnowszym dodatkiem do tego zestawienia”.

Brutalna rzeczywistość podpisanego przeze mnie kontraktu zwaliła się na mnie z hukiem. Byłam własnością. Zabawką stanowiącą zabezpieczenie o wysokiej wartości.

„Jeszcze nie” – szepnęłam łamiącym się głosem.

Uśmiech Alarica był czystą niegodziwością. „Jesteś moja, Seraphino. Cała moja”.

Bez żadnego ostrzeżenia jego duża dłoń zacisnęła się szorstko na moim ramieniu, trzymając mnie bezpiecznie w miejscu. Sapnęłam, gdy jego druga ręka przesunęła się po moich odsłoniętych plecach, odnajdując ukryty zamek błyskawiczny mojej sukni weselnej.

Jednym powolnym, głęboko bolesnym pociągnięciem, zamek zjechał w dół.

Ciężki jedwab i tiul opadły z moich ramion, zbijając się ciężko wokół moich kostek w stosie pokonanej niewinności. Nagłe, zimne powietrze ugryzło moją zaczerwienioną skórę, pozostawiając mnie odsłoniętą w niczym więcej niż minimalistycznym, prześwitującym koronkowym biustonoszu bez fiszbin i pasujących majtkach.

Instynktownie skrzyżowałam ramiona, drżąc gwałtownie pod ciężkim, wygłodniałym spojrzeniem mojego nowego pana. Przesunął wzrokiem po moich krągłościach, rozkładając mnie na czynniki pierwsze z przerażająco powolną oceną.

„Alaric—” – błagałam, a mój głos drżał.

Przerwał mi, zwalając mnie z nóg. Wydałam ostry okrzyk, a moje nogi automatycznie oplotły jego talię, by uniknąć upadku. Przeniósł mnie przez pokój i bezceremonialnie rzucił na środek drugiego łóżka, pościelonego ciemnym aksamitem.

Zaczęłam pośpiesznie cofać się w stronę wezgłowia, w czystym, unieruchomionym szoku obserwując, jak staje na skraju materaca i zaczyna się rozbierać.

Jego dłonie bez wysiłku rozpięły koszulę wizytową, rzucając ją na podłogę. Słabe oświetlenie podkreśliło przerażającą architekturę jego ciała. Grube, użylone bicepsy, głęboko wyrzeźbiona klatka piersiowa i twardy, perfekcyjny ośmiopak, który schodził w ostrą linię V pod jego ciemnymi spodniami. Był gladiatorem stworzonym do destrukcji.

Kiedy rozpiął ciężką, srebrną klamrę paska, metaliczny trzask trzasnął w cichym pokoju jak bicz.

Zsunął w dół spodnie i slipy. A mój oddech dosłownie przestał istnieć w moich płucach.

Był potworny. Brutalnie gruby, przerażająco ciężki i niezaprzeczalnie wściekły. Ale tym, co zakotwiczyło mój przerażony wzrok i wysłało paraliżujący wstrząs paniki prosto do mojego mózgu, był błysk zimnego, srebrnego metalu, znajdującego się bezpośrednio na nabrzmiałej koronie jego długości.

Kolczyk typu prince albert.

„Ty... ty masz... metal?” – zadławiłam się tymi przerażającymi słowami, mocno ściskając uda.

Alaric nie odpowiedział. Jego szczęka zacisnęła się w czystym oczekiwaniu, gdy rozerwał zębami foliowe opakowanie, rolując powłokę ochronną wzdłuż przerażającej długości swojego trzonu.

Wczołgał się na łóżko jak skradająca się pantera, chwytając moje delikatne kostki i gwałtownie ściągając mnie w dół pościeli, aż zostałam uwięziona pod jego masywnym ciałem. Jego ciężkie kolano zmusiło moje uda do rozchylenia się.

Wycelował brutalnie zwieńczoną stalą końcówkę prosto w moje najbardziej wrażliwe, bezbronne wejście.

Moje paznokcie złośliwie wbiły się w czarną, satynową pościel. Mocno zacisnęłam powieki, a czyste przerażenie drapało w moim gardle. Nie mogłam oddychać. Nie mogłam mówić.

On nie wiedział. Nie miał absolutnie pojęcia, że moje ciało to całkowicie nietknięte, nienaruszone terytorium, a on za chwilę miał bezlitośnie rozerwać mnie na pół.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: 3 ~ Pierwsza noc - Bezwstydna Żoneczka Miliardera | StoriesNook