Zadzwonił dzwonek. Krzesła zaszurały, zamki w plecakach zasyczały, a zwyczajowy chaos pory lunchu przetoczył się przez dziedziniec. Tessa posłała mi porozumiewawczy uśmieszek, szepcząc: „Baw się dobrze”, zanim zniknęła w tłumie, porzucając mnie z chodzącą komplikacją, którą był Dean Blackmore.
Dean wstał, zarzucając torbę na ramię. – Chodź – rzucił swobodnie. – Odprowadzę cię na zajęcia.
Zawaham s






