Wciąż trzymałam dłoń Felixa, gdy z drzew dobiegło więcej głosów. Odwróciłam się i zaparło mi dech. Theo i Zion nadeszli pierwsi, ich kroki były pewne, cicha siła wpisana w każdą linię ich ciał. Za nimi, o bogowie, z mroku wyłoniły się trzy znajome postacie. Malachi. Julius. Arztec. Przez uderzenie serca myślałam, że ich sobie wyobraziłam, że mój umysł wyczarował ich z pamięci, bo tak bardzo ich po






