Kiedy przeszliśmy przez portal do domu Elliota, powietrze wciąż było ciepłe od tostów i dżemu. Najpierw uderzył nas zapach kawy i syropu, potem dźwięki – brzęk łyżeczek, śmiech dzieci, szuranie krzeseł. Elliot, Macey i Elias byli stłoczeni przy stole, talerze wciąż umazane śniadaniem. Wszędzie okruchy, lepkie buzie – obraz dziecięcego chaosu.
Reina sprzątała już naczynia szybkimi, nerwowymi rucham






