Silniki ryknęły, gdy we trójkę wyjechaliśmy z podjazdu; dźwięk ten wibrował w moich kościach. Elias jechał na przedzie, tnąc czysto drogę, podczas gdy ja trzymałem się o ułamek sekundy za nim, blisko Macey. Wiatr smagał nas, ciepły i ostry, niosąc zapach sosny i asfaltu. Macey zaśmiała się – dźwięk był stłumiony, ale wystarczył, by moje tętno przyspieszyło bardziej niż motocykl pode mną. Ona tym ż






