Mój motocykl ryczał pode mną jak spuszczona ze smyczy bestia, opony pluły żwirem, gdy wystrzeliłem naprzód. Tłum rozmył się w smugi kolorów, wiatr szarpał moją kurtkę, włosy i granice mojej samokontroli, a ja witałem to z radością. Każde przekręcenie manetki było ogniem w moich żyłach, każda zmiana biegu obietnicą, że nic na tym świecie nie zdoła mnie dogonić. Adrenalina żłobiła we mnie ścieżki ni






