Cordy upiła łyk kawy, patrząc na pogrążone w nocy North City.
Po raz kolejny zdecydowała, że nie opuści miasta.
Jak duże mogło być to miasto? Zawsze istniała szansa, że się zobaczą, a ona i tak nie miała gdzie się ukryć.
John mógł ją łatwo zobaczyć, jeśli tylko by chciał.
Jaki był sens, by cokolwiek wymuszała?
– Powiem bratu. – Twarz Zoe natychmiast rozjaśnił szeroki uśmiech.
Cordy naprawdę ceniła






