Thane
Silniki gasną jeden po drugim. Sześćdziesiąt SUV-ów stoi w szyku – moich czterdzieści na czele, dwadzieścia Clarke’a na tyłach. Drzwi trzaskają jednocześnie, a ziemia drży pod ciężarem butów poruszających się z determinacją. Nasi zmiennokształtni w czarnym rynsztunku taktycznym rozchodzą się wachlarzem; karabiny przewieszone przez ramię, komunikacja gotowa, oczy bystre w cieniu nadciągającej






