Rhonda
Marla, siedząca na miejscu pasażera, wsuwa świeży nabój do rewolweru i szczerzy zęby. – Więc naprawdę po niego jedziemy, co? Mały uliczny bachor myśli, że może wejść tam tanecznym krokiem i bawić się w bohatera przy Raven? To słodkie. – Uśmiecha się, gdy wciskam gaz do dechy w samochodzie, który ukradłam z komisu mojego syna.
Widzę dobrze... w większości.
I siedzę na całkiem grubej książce.






