Zanim Wei Qingchuan zdążył w ogóle odpowiedzieć, Shen Kuo chwycił mnie za rękę, wyraźnie poirytowany, i wcisnął ją w dłoń Wei Qingchuana. – Dobra! Uznajcie się za przedstawionych – rzucił, cofając się już o krok. – Wy sobie pogadajcie. Ja muszę lecieć. Sami ustalcie szczegóły współpracy!
Zrobił kilka kroków, po czym obrócił się gwałtownie, a w jego oczach pojawił się łobuzerski błysk. – A, i jeszc






