Pokręciłam głową i westchnęłam. – Co za mały urwis. Naprawdę sobie pofolgowała, skoro już tu jest.
– Taka już natura dzieci – powiedział Wei Qingquan, a jego głos był niezwykle łagodny. – Nie powinniśmy ich powstrzymywać.
Wewnątrz mnie płonęło pytanie, którego nie potrafiłam zadać.
Już miałam zaproponować wspólny posiłek, gdy zadzwonił jego telefon, odrywając go od rozmowy. Widziałam w jego oczach






