Wei Qingchuan rzucił mi pytające spojrzenie z fotela kierowcy, a na moją szyję wypełzł rumieniec zażenowania. – Myślisz, że jestem trochę… okrutna?
– Wcale nie – zaprzeczył natychmiast, kręcąc głową. – Po prostu… mam wrażenie, że się zmieniłaś. Jesteś teraz bardziej… dojrzała. Opanowana w obliczu kłopotów. To imponujące.
– Musiałam dojrzeć. W końcu jestem matką trójki dzieci. Ale jestem też porażk






