Anne powstrzymała gniew i uspokoiła się. – Wezmę tylko trochę ubrań.
– A czy ci na to pozwoliłam? – Spojrzenie Bianki było bezwzględne. – Od teraz wszystko w tej rezydencji należy do mnie, nawet powietrze, którym oddychasz! Wyrzuć je stąd!
Ostatnie zdanie było skierowane do jej kierowcy.
Kierowca podszedł i chciał chwycić Anne.
– Nie dotykaj mnie! Wyjdę sama! – Anne strząsnęła z siebie ramię kier






