Mieszkaliśmy w Hartwell od sześciu miesięcy, a Mary-Joe była cudem z niebios. Dzieci ją uwielbiały, świetnie zajmowała się Abigail i zawsze miała gotowy gorący posiłek z talerzykiem ciasteczek lub jakimś deserem, który na szybko przygotowała.
Kazałem zbudować dla niej domek kilka jardów od naszego, dokładnie taki, jaki chciała, żeby nie musiała dojeżdżać z miasta. Tak było lepiej dla nas wszystkic






