– To jest korporacja, a nie targowisko – głos Esther Blackwell przeciął ciszę mniejszej sali konferencyjnej.
Stała wyprostowana u szczytu długiego stołu, a jej zimne oczy omiatały siedzących przed nią pracowników.
W jej tonie nie było ciepła, nie było wahania, tylko twardy autorytet. Każde słowo, które wypowiedziała, odbijało się echem w pomieszczeniu.
– Chcę coś wyjaśnić – kontynuowała, a jej ton






