Kiedy Mia dotarła do domu, była skończona.
Nie po prostu zmęczona – skończona.
Jej stopy ciążyły jak ołów, ramiona bolały, a umysł… jej umysł czuł się tak, jakby przebiegł maraton, do którego wcale go nie trenowała.
Cholera!
Ledwo przekroczyła próg drzwi wejściowych, a już fantazjowała o swoim łóżku.
Pchnęła drzwi.
Z kuchni dobiegały odgłosy. Brzęk naczyń… Krótkie wybuchy śmiechu. I… co to za zapa






