Rozglądam się we wszystkich kierunkach, szukając źródła głosu, ale odpowiadają mi jedynie drzewa i pusta ścieżka.
Słowa uderzają we mnie z ciężarem, a moje ramiona trzęsą się, gdy wybucham płaczem.
Byłam tak samolubna, byłam tak okropną córką i siostrą…
Prawie skazałam moje rodzeństwo na mój los, a moją rodzinę na hańbę.
Zasłaniam oczy dłońmi, starając się powstrzymać łzy, ale wypływają one z siłą, nie chcąc przestać płynąć.
Nie wiem, jak długo tak siedzę, dopóki nie pojawia się Silas.
— Elaro! — Kroki mojego brata stają się coraz głośniejsze. — Elaro! Co się stało?
Otacza mnie ciepło jego ramion i instynktownie moje dłonie próbują się go chwycić w poszukiwaniu pocieszenia.
Tuli twarz w jego piersi, przemaczając mu koszulę moimi włosami i mokrym ubraniem.
Mruczy coś, czego nie potrafię rozróżnić, jednocześnie delikatnie nas oboje kołysząc.
— Ciii, Elaro… Już wszystko dobrze.
Czuję, jak jego palce wplątują się w moje włosy, gdy je gładzi.
Jego objęcia są dokładnie tym, czego potrzebowałam — o czym nie wiedziałam, aż do tej chwili.
Przy każdym moim zrywanym oddechu w powietrzu tworzą się małe obłoczki pary.
Jego dłonie masują moje stopy i kostki, próbując przywrócić mi prawidłowe krążenie i pozbyć się chorobliwego koloru.
— Chcesz mi opowiedzieć, co się stało?
Kręcę głową, a on nie nalega.
Właśnie to w nim lubię, tę więź, która nas łączy, tę obopólną ugodę, by nie naciskać na siebie nawzajem, gdy pytania są zbyt bolesne, by na nie odpowiedzieć.
Spędzamy dłuższą chwilę nad brzegiem jeziora — ja przylgnięta do niego, próbując wchłonąć trochę ciepła, a on upewniając się, że krążenie w moich kończynach wraca do normy.
— Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że wywołasz niemałe poruszenie, kiedy wrócimy do domu.
Jedno z jego ramion oplata moje plecy, drugie wsuwa się pod moje kolana i podnosi mnie z ziemi.
— Mama i tata odejdą od zmysłów, kiedy cię taką zobaczą.
Kiwam głową. Moi rodzice z pewnością podniosą raban, gdy zobaczą mnie w takim stanie.
Wiadomo, że już i tak mam kłopoty za to, że nie wróciłam do domu przed zmrokiem, a pokazanie się w takim stanie wcale nie poprawi sytuacji.
Silas nie odzywa się już ani słowem; niesie mnie w milczeniu ścieżką, aż docieramy na puste ulice wioski.
Zimno wciąż tkwi głęboko w moich kościach i nie mam pojęcia, co jeszcze mogłabym zrobić, aby się rozgrzać.
Wzdycham z ulgą, gdy w oddali dostrzegam nasz dom, rzucający przez okna pomarańczowe światło.
Kiedy docieramy do drzwi, Silas otwiera je kopnięciem i rozpoczyna się lawina niepokoju mojej rodziny.
— Co się stało? — pyta ojciec, wstając z krzesła przy kominku.
— Elaro! — Okrzyk matki przecina powietrze. — Moja córeczko! Co się stało? Jesteś przemoczona!
— Przynieście tyle koców, ile tylko zdołacie — rozkazuje Silas, niosąc mnie w stronę ognia.
Nie udaje mi się nawet poczuć ulgi płynącej z bycia blisko kominka.
Po drodze do niego tracę przytomność, a ostatnią rzeczą, jakiej jestem świadoma, to jak moja głowa opada do tyłu z ostrym szarpnięciem.
Zgodnie z oczekiwaniami, urodziny i kilka kolejnych dni spędziłam w łóżku z zapaleniem płuc, które sprawiało, że powietrze wydobywające się z mojej klatki piersiowej brzmiało niczym końskie rżenie. Cztery dni później mój wygląd niewiele się poprawił i mam nadzieję, że posłuży to jako wymówka, aby nikt mnie dziś nie kupił.
Moje gęste, czarne włosy zostały starannie upięte na karku za pomocą małych wsuwek w kształcie kwiatów. Moja skóra ma pozbawiony życia odcień, a pod moimi oczami widnieją dwa sine cienie.
— Moja mała córeczka… — mówi mama przez łzy, szczypiąc mnie w policzki, by nadać im trochę koloru. — Nie jestem gotowa na ten moment. Żadne z nas nie jest.
Przy każdym jej słowie moja klatka piersiowa się zaciska; mrugam kilka razy, aby odgonić chęć do płaczu. Moje łzy tylko to utrudnią.
— Nie martw się, mamo. Może będę miała szczęście i nikt nie uzna mnie dziś za wystarczająco apetyczną.
Oczy mojej matki patrzą na mnie bez cienia wesołości, czerwone i zalane łzami.
— Niezależnie od tego, czy cię kupią, czy nie, to ostatnia noc, jaką spędzisz pod naszym dachem. — Jej dłonie spoczywają na moich ramionach, po czym przyciąga mnie do siebie. Delikatnie gładzi mnie po plecach. — Bądź zdrowa — nie dla nich, ale dla siebie, Elaro. Napisz do nas, daj nam jakoś znać, że wciąż żyjesz.
— Postaram się — odpowiadam bez przekonania.
Większość z nas już zna los, jaki nas czeka po tym, jak zostaniemy kupieni.
Każdy wampir ma mieć określoną liczbę „karmicieli” w zależności od swojej rangi. Nie więcej, nie mniej, o ile pozostają zdrowi i zdolni do wypełniania swojego obowiązku.
Nie wolno im nas ranić, przekraczać granic ani przyspieszać naszej śmierci. Ale to tylko słowa, prawa ustanowione przez ich i naszych przodków w celu zagwarantowania pokoju.
W praktyce, wielu z nich wypija zbyt dużo, wysusza nas, wyrzuca i szybko znajduje zastępstwo, przy współudziale, rzecz jasna, skorumpowanych Czerwonych Aukcji.
Mama zostawia mnie na kilka chwil samą, które wykorzystuję, by spróbować wyryć sobie w pamięci każdy szczegół tego, co było moją sypialnią przez osiemnaście lat — mojego miejsca odpoczynku i zwierzeń.
Mam na sobie najładniejszą i najnowszą suknię, jaką posiadam w swojej szafie.
Taką, która tak mocno ściska mi klatkę piersiową, że aż trudno mi oddychać.
Uszyta jest z zielonego aksamitu haftowanego złotą nicią, ma kwadratowy dekolt odsłaniający krągłość moich piersi. Wstaję z małego taboretu przed toaletką i chwytam szal.
Rzucam na siebie w lustrze ostatnie spojrzenie i mimowolnie przeciągam palcami po krzywiźnie mojej szyi, jakbym już wiedziała, że nigdy więcej nie zobaczę jej nienaruszonej. Owlekam ramiona szalem, mocno go chwytam i opuszczam pokój.
Schodzę po schodach, wsłuchując się w każde skrzypienie drewna, i widzę na dole wszystkie twarze mojej czekającej rodziny.
— Wyglądasz pięknie — mówi Silas z błyszczącymi oczami.
— Elara zawsze wygląda pięknie.
Kiedy schodzę z ostatniego stopnia, tata chwyta mnie za rękę, przyciąga do swojej piersi i ściska tak mocno, że aż protestują moje kości.
Mimo to, nie mówię nic.
Trwam w ten sposób przez kilka oddechów, wiedząc, że po raz ostatni znajduję się w ramionach mojego ojca.
Boleśnie trudno jest mi się odsunąć.
— Elaro? — odzywa się dziecięcy głos.
Moja mała siostrzyczka spogląda na mnie z dołu. Jej ogromne, miodowe oczy wpatrują się we mnie z przerażeniem, a ja uśmiecham się, aby dodać jej otuchy. Przytulam ją, opierając jej twarz o moją pierś i gładząc jej miedziane loki.
Będzie mi tak bardzo brakowało tylu rzeczy…
Nie będzie mnie, by ukoić ból jej zdartych kolan następnym razem, gdy przewróci się podczas zabawy, nie będzie już opowieści przy świecach, i nie będzie mnie w pobliżu, gdy zacznie się uśmiechać z powodu jakiegoś chłopca.
Nasi rodzice obserwują tę scenę z prawdziwą udręką, a Silas dołącza do naszych uścisków, oplatając nas obie swoimi ramionami i osłaniając przed światem szerokością swego ciała.
Wdycham zapach domu, jednocześnie powstrzymując łzy.
Dźwięk dzwonu przerywa ciszę.
Czerwona Aukcja zostaje otwarta, by nas przyjąć.






