Niechcący jego but uderza w ciało na ziemi i ku naszemu zdumieniu miejsce uderzenia zaczyna rozpadać się jak popiół rozwiany przez wiatr. Nie mogę powstrzymać przerażonego sapnięcia.
– Przypuszczam, że to rozwiązuje mój problem z ukryciem ciała – mówi.
Odwracam się do niego z niedowierzaniem.
– Nie zamierzasz pytać?
– Chcesz, żebym zapytał? – odpowiada, mocno trzymając mnie za ramię. – Zaatakował






